You are currently browsing the monthly archive for kwiecień 2007.

coż.. nie znajduję innego słowa niż “kurwa”… jutro wyjazd… na mazury… radośnie kupowałam dziś pasztet biegając w sukience i japonkach… ale przed wyjazdem uraczyłam się obejrzeniem prognozy pogody… napada mnie zwątpienie… wyjełam z plecaka krem do opalania i sukienkę… włożyłam kurtkę przeciwdeszczową… kalosze się nie zmieszczą…

jadę i może już nie wrócę… do zobaczenia w rucianym:)

chętnie bym dziś komuś wygarnęła.. początkowo miał to być ktokolwiek… obecnie mam ochotę na jedną, no może góra 2 osoby… bo niby sobie człowiek jest… niby wszystkim powtarza: spoko, szkoda nerwów… i pani w autobusie 509 i pani w sklepie na wiatracznej… ale teraz to niestety ja od wczoraj mam te nerwy poszarpane… szarpią mi się jak zostaję sama ze swoimi myślami, których nie ucisza nawet duński (który ostatnio mnie usypia w autobusie, a na wykładach rozśmiesza do łez…)… bo jedno spotkanie z osobą której sie tak dawno nie widziało, a która była tak ważną cześcią życia, której widok przywołuje wspomnienia… często bardzo szczęśliwe… 

człowiek się gubi… bo nagle uświadamia sobie że powinien był robić wszystko by chociaż utrzymać najmniejszy kontakt.. mimo wszelkich przeszkód i rozstań po drodze… dla kogoś takiego…

filipie, cieszę się że sie spotkaliśmy…. :)

za chwilę na mazurach… przyszła do mnie dziś refleksja i powiedziała mi z kim jadę… i to pierwszy raz na dłużej od lat 7… starość nie radość…

k. właśnie sobie poszedł… dziwne, jak człowiek łatwo przyzwyczaja się do spędzania czasu wspólnie z inną osobą i nagle wraca na noc do domu (tego z rodzicami… nie tego naszego…) bardzo smutno…  mam przed sobą wizję nieprzespanej nocy (kolejnej!) i szukania k. w panice i po omacku w całym łóżku…

ponadto muszę przyznać, że nie przypuszczałam że jechanie nowym samochodem przyjaciela może przynieść tyle dzikiej radości:) tyle guziczków do naciskania i taki głośny klakson… tylko czemu kierowca mnie gryzł?! samochód super… można mnie wozić:)

za tydzień na mazurach. podstawowy bagaż – tabletki uspokajające na wypadek pływania kajakami… i uśmiech… dużo uśmiechu i radości dwóch głupków:) współtowarzysze podróży – eskimosi nadciągają:P

dziś doświadczyłam pracowania za stawkę 200zł/h… bardzo miłe… pracowałam co prawda 12 minut… ale przyznaję że stawka zachęcająca:P

nadszedł czas po długim dniu by zasłużenie chorować w łóżku… i z niego nie wystawiać nosa… jedynie przyjmuję odwiedziny:)

myślałam że się oprę… nie poddam i będę silna… a jestem chodzącym siedliskiem bakterii co sprzyja kichaniu na wszystko co znajduje się w zasięgu… obecnie zakichany pokój i łóżko wraz z zakichanym k. :)

ale uciekłam z zakichanych wykładów i nie robię zakichanych prac do zrobienia… i może nie powinnam ale na akademiki w Aarhus też kicham… jak na razie… urzeczywistniam nowe postanowienie i chodzę po ulicach z duńskim na iPodzie… smętne ale mogę się tłumaczyć że się przynajmniej staram…

czas się leczyć… łyknąć garść tabletek o różnych kolorach i kształtach… bo nie niechę zakichać żaglówki na majówce:P