You are currently browsing the monthly archive for maj 2007.

 Nie ma co pisać… postanowione… kocham życie… sikam po nogach ze strachu ale szczęśliwa jestem bardzo:) szkoda że wczoraj nie dojechaliśmy do tego kazimierza…

przedpremierowi piraci z karaibów:) fajne kilka scen z depp’em i zapowiedz nowego harry’ego:) momentami tak żałośnie że i tak śmiesznie… ale wzruszyłam się jeszcze przed reklamami:) ostatnie dni męczące… gorące… ale papiery do Aarhus poleciały pocztą i faxem… już o mnie wiedzą:) coraz bardziej zdenerwowania i szczęśliwa z wyjazdu:)

kolejny przejaw starości.. i beznadziejności mojego własnego ja… polazłam rano do pracy.. ledwo się zwlekłam z łóżka… ledwo wyszłam z domu… stałam pół godziny na przystanku czekając na 186… przyjechał 9.54… praca na 10… wkurzona jechałam i przeklinałam świat i rolling stones’ów… a jak dojechałam i wlazłam do pracy… zadowolona że jestem i nikt się nie czepia… przyszła koleżanka zdziwiona że jestem w pracy… bo KURWA… ja dzis nie byłam w grafiku… jebany świat…

tymczasem zamiast o gleboznawstwie myślę intensywnie o anatomii… jutrzejsze kolokwium będzie przezabawne…

gorąco.. bardzo gorąco…

pierwsi goście w mieszkanku zaliczeni:) strasznie fajnie… było nam miło:) dobrze że jedziemy do tej Danii to na razie inne głupie pomysły nie przychodzą nam do głowy:P dziś ponadto okazałam się kobietą wyuzdaną, niedostępną, pyskatą i wulgarną… ale również kochaną:)

kolejne etapy wtajemniczenia w Danię, sklepy netto, bazarek vest przy akademiku i przewóz bagażu autobusem i beznadziejność połączeń lotniczych kopenhaga – aarhus… obecnie największym problemem zdaje się być zaliczenie tamtejszych przedmiotów… a co gorsza… najbliższej sesji… o fuj…

posiadanie mężczyzny obok jest na wskroś przyjemne i obłędne… niby się uczymy.. ale zawsze można podejść… pocałować… pochwalić się tym co się napisało… wytłumaczyć elucje  izokratyczną… dowiedzieć się czegoś o ludobójstwie w gwatemali… tak sie wczułam w rolę że upiekłam ciasto, które zostało zaakceptowane i spałaszowane:) bardzo przyjemne… w całym mieszkaniu konwalie i zapach drożdżowego ciasta… zakochuję się w życiu…