You are currently browsing the monthly archive for czerwiec 2007.

i stało się… jako szczęśliwa posiadaczka 2 (sic!) inhalatorów będę sobie wdychać nimi różności…

ponadto – otrzymałam książeczkę z danii z wytycznymi na każdy dzień pobytu od 2 – 24 sierpnia.. dzień po dniu, godzina po godzinie…. normalnie jak jakiś turnus wczasowy… nie lubię takowych… koloniada pieprzona…

spotykam na ulicy dziwnych ludzi… coraz bardziej z głębi doświadczeń i dzieciństwa… jedno z dziwniejszych to spotkanie nauczycielki z liceum… która była fanką takiej jednej pary, którą obgadywała nawet na studniówce, a sprytny kamerzysta to uchwycił… no niestety nie dotarło do owej pani, że para już nie jest razem, i to od dłuższego czasu… i mimo że powiedziałam jej to wprost… 3 razy… to i tak powiedziała że mam cię pozdrowić… więc pozdrawiam… od p. Kowalskiej:)

że blog miał się tyczyć wyjazdu na erasmusa a rozrósł się do całokształtu (prawie) mojego życia, to mała wstawka duńska dla odmiany:

przemiły mail od Hanne, która oto zapytuje kiedy przyjeżdzam i czym, żeby mogła mnie odebrać, pomóc z bagażem i utorować drogę do akademika… jak na polaka to gest niesłychanej uprzejmości, który skłania do refleksji, że jadę do cywilizacji i raczej muszę się przystosować do uprzejmych gestów…

nowe postanowienie: po powrocie (ewentualnym)  z Danii – być mentorem… by ratować studentów z oddali w polskiej komunikacji:)

nowa refleksja: nie bić i nie gryźć mężczyzn przy znajomych… przynajmniej swojego… 

wczoraj doznałam długooczekiwanego spotkania… które okazało się spotkaniem bardzo miłym, owocującym w najorgnalniejsze zamówienie pizzy na wynos, jakie w życiu słyszałam… i najbardziej wysublimowane dowcipy o ludziach z politechniki (opowiadanych przez studenta pw, co kamil się nazywa)… szkoda że poznałam co poniektórych na miesiąc przez wyjazdem z kraju…

przed chwilą wykazałam się również niepohamowanym brakiem taktu w użytkowaniu gg…

liczba ludzi znanych mi z  lo powstańców warszawy rośnie geometrycznie…. obecnie osób 11 i liczba ta wciąż rośnie… czy pamiętam tyle osób z własnego liceum?!

w biegu.. plecak na wpół wypakowany, no bo po co jak lada dzień jadę sobie znów… egzaminowe sukcesy… które chyba próbują zatrzymać mnie w kraju… zadowolona… zapracowana…. za dużo myślę za mało robię… od poniedziałku bieganie po wpisy do indeksu, robienie zdjęć, i załatwianie multum papierków…

kilka nowych nauczek w życiu:

1. nie pić za dużo przy ognisku i do niego nie wpadać gdy płonie (dla fanów zdjęcia wkrótce)

2. nie chwalić się rodzicom co się przywiozło (dzięki Krzyś:)) z wyjazdu bo zabiorą i sami wypalą…

3. nie wozić rzeczy niepotrzebnych na wyjazdy (to mi się nigdy nie uda… a zapewne mój bagaż do Danii pobije wszelkie rekordy głupoty…)

wkrótce więcej zdjęć… czekam na zaangażowanie msosia i szybkie maile:) zdjęcia z  wyjazdów w dodatkowej stronie “zdjęć trochę”

no prawie… prawie koniec sesji.. dziś jeden z dwóch wyjazdów… jeszcze dwa kolokwia i już… można mieć w dupie…

pocieszeniem w ostatnich dniach egzaminów był Paul Potts i jego opera:P

wczoraj wspaniały dzień, wspaniałe chwile spacer po nocnej warszawie… wspaniałe restauracje, pyszne napoje:) dziś plecak spakowany i trzeba jechać… chyba nie muszę ukrywać że mi się nie chce… tym bardziej że do wyjazdu do Danii zostało troszkę więcej niż miesiąc.. papiery już z Aarhus dostałam, by usłyszeć od przygłupiej pani koordynator że pewnie nie pojadę… co za baba… dobrze zrobiło piwo z wyegzaminowanymi demografami:P w ogóle dobrze tacy na mnie działają… a już jeden to szczególnie:) zakochana… szczęśliwa… i nawiązując do niedawnych rozmów… upieranie się nad terminem ślubu 07.07.07 jest totalnie idiotyczne… i pozbawione racjonalizmu… bo jak sie kochać to nawet biorąc ślub w piątek trzynastego można być szczęśliwym całe życie… przynajmniej ja mam taki plan:)

w napięciu stresie oczekuję na 2 oceny z egzaminów… w piątek będzie masakra…

jadę i może jakiegoś murzyna przywiozę:P w końcu jadę do Murzynowa…:)