You are currently browsing the monthly archive for sierpień 2007.
od 5 dni w kopenhadze… od 2 dni chora:( od roku z k.:) zwiedziłam to na co miałam siłę, cały dzień spędziłam w tivoli i się wybawiłam, wczorajszy dzień praktycznie cały spędziłam na chorowaniu… dziś też się zanosi.. do tego pogoda deszczowa… wczoraj w przyjemnej restauracji obchodziliśmy rocznicę… jak zwykle coś głupiego wybieram z menu… nie umiem nigdy wybrać fajnie i wszyscy zawsze wybierają coś lepszego…
ponad to lekko wkurzona UW i BWZ i ich dymaniem wszystkich erasmusów… doprosić się nie można żeby umowę podpisać, która miała być już gotowa 1,5 miesiąca temu… i na pieniądze pewnie też każą czekać nie wiadomo ile… pewnie dostanę cokolwiek miesiąc przed wjazdem… mendy… odechciało mi się prawie na dobre wracać do polski… w danii, bez kitu, wszystko jest lepsze… może tylko ten podatek na samochody – 180%…ale ich na to stać…
wracam do zdrowienia:)
rower…plan do wykonania z którym się teraz mierzę… muszę przebyć całe miasto by zdjąć z prawie zdobytego blokadę… ale sie nie poddam:)
oprócz duńskiego.. uczę się… nie jeść. nie wydawać pieniędzy. montować rowery. boksować. języka niemieckiego. węgierskiego. mongolskiego nie… nieoglądania telewizji… bardzo łatwo się odzwyczaić:) na szczęście:) w sobotę legoland:)
czas szybko leci.. jestem tu już 2 tygodnie… po woli zaczyna do mnie docierać że tu zostanę i to nie są wakacje… zwykłe.. tylko zajebiście długie:))
to był cudowny weekend… od piątku miałam swojego k. tu na miejscu… cudownie spędzony czas:) a dziś pojechał… i trudno było nie płakać… ale za 2 tygodnie.. z samego rana jadę do Kopenhagi dorwać co moje:) i całować dalej:)





dziś jestem z siebie taka dumna.. po wczorajszym załamaniu lekkim, dziś się odrodziłam… pozałatwiałam więcej niż mogłam sobie wymarzyć… w końcu może spokojnie zasnę… jestem zajebista… mam zajebistych współlokatorów i na prwdę nie sądziłam że coś miłego powiem o jakimś Niemcu… natomiast tarkan jak i turecka muzyka, mi już obrzydły… tylu muzułmanów w życiu nie widziałam… ale sami duńcycy są śliczni i nie wiem czemu ja wogóle myślałam że może być inaczej… idiotka…
pozostaje wiele rzeczy, które mnie szokują… nadal i jak na razie nie przestaną… np:
czyste miasto, ładni ludzie, mili ludzie, ludzie znający angielski, ceny w sklepach (sic!… big milk algidy 15kr=7,5 zł…), ludzie których poznałam z dosłownie całego świata, niesamowite rzeczy jakich się dowiaduję, np jeden Australijczyk nie mógł zrozumieć czemu w europie piszemy na kartkach w kratkę… :P i to że do h&m można wejść bez problemu z psem… i to że rowery soją na ulicach wogóle nie przypięte… i nikt (oprócz arabów) ich nie rusza… wszyscy są niesamowicie uczciwi (oprócz arabów)… w sklepach z ubraniami nie ma żadnych zabezpieczeń… tylko ciuch i cena… dla Polaka przyzwyczajonego do ogromnych, wyjących plastików chroniących przed kradzieżą, tym bardziej…
za 5 dni przy jedzie k.
jestem tu kurewsko szczęśliwa:) i nawet już łapię po duńsku… bo nie wiedzieć czemu trafiłam do zaawansowanej grupy na zajęcia z duńskiego i jest coraz lepiej:)
znalazłam sklep – pocieszyciela… żelki na wagę, do wyboru do koloru do smaku, a te są zaskakujące:)





Najnowsze komentarze