You are currently browsing the monthly archive for wrzesień 2007.

dorosła… to zadziwiające do czego dochodzi człowiek… szczególnie na kacu po wspaniałej imprezie…

jestem przeszczęśliwa… uwielbiam odpowiedzialność:) uwielbiam pracować (szczególnie w Danii :P) uwielbiam swój pokoik, który stał sie moim małym królestewem… siebie też uwielbiam za dążenie do celów… teraz wiem że jak chcę to mogę…:) i to jak! uwielbiam moje życie teraz…

do pełni szczęścia trzeba tylko rzucić wszystko, znaleźć komputer, kupić bilety do fajnego kraju, a potem… ale dopiero potem, się trochę pomartwić… ale to szybko przejdzie:) i może znajdziecie swój raj… taki jak ja znalazłam tu…

Jeg elsker min liv! og SocialClub også!

przeżyłam załamanie nerwowe… przetrwałam i mam nagrodę:)

jestem szczęśliwą posiadaczką roweru, który udało mi się w końcu kupić… jest piękny i jeździ, czego nie zawsze można oczekiwać po kupionym tu rowerze… Jensen, który mi go sprzedał, przywiózł mnie nawet do domu samochodem , bo się rozpadało… ludzie są tu do przesady mili…

podróże na uniwersytet, czy do centrum są całkiem spoko…bo z górki… gorzej z powrotem, bo mieszkam na najwyższym wzniesieniu w Aarhus… ale się nie poddaję:P

innym powodem do szczęścia, jest coś co spędzało mi sen z powiek – czyli moje przedmioty tu… ale silne i sensowne argumenty i ładny uśmiech potrafią zdziałać wszystko. Mam przed sobą pół roku zajebistych zajęć… Wyprawę do Strasburga… i projekt indywidualny z prawa ochrony środowiska pisany pod opieką jednej z najlepszych specjalistek od tego w Europie… czego chcieć więcej? chyba tylko tu zostać…

ponadto zauroczona Aarhus, szczególnie po festiwalu… po koncertach na żywo… po Ministry of Sound… klimat miasta poraża:)

dziś idę żeglować… doczekać się już nie mogę… tymczasem zjem śniadanie z włochami… od których się uczę gotowania… i zaparzania ekspresso:)

zasugeruj jeszcze raz…

straszny dzień:( pierwsze zajęcia… przerażona, zagubiona, zapłakana… jakaś tragedia… i po co mi to było? nie pamiętam mocnych argumentów… bardzo tęsknię do k… i bardzo mi źle tu samej… smutno:(

od równo miesiąca jestem w danii… to więcej za granicą niż kiedykolwiek byłam… miesiąc…w sumie mało, skoro mam tu być 6… w sumie mało, bo to tylko 30 dni… ale tyle się wydarzyło… tyle się już nauczyłam, tylu ludzi poznałam, że mam wrażenie że zaraz będę wracać do kraju… i że jestem tu już bardzo długo… poplątanie:) ostanie dni w kopenhadze… czuję się kiepsko… nie ma co robić… nawet można powiedzieć – nuda… i choroba… ble…