You are currently browsing the monthly archive for grudzień 2007.

wszystkim których kocham, lubię, nie lubię, z którymi mieszkam i nie mieszkam z którymi piję, tym których podziwiam, tym którym współczuję, tym co mam ich gdzieś, tym za którymi tęsknię… tym których nie pamiętam, których nie znam, których kiedyś całowałam… tym których nienawidzę (chyba brak..), bliskim, dalszym, nieokreślonym… tym co mnie lubią i nie, którzy się ze mną śmieją lub ze mnie… tym co są szczęśliwi, załamani w desperacji, zakochani… ludziom z całego świata… i z warszawy… wszystkim co lubią lody czekoladowe jak ja:)

Happy new year! for all:)

Urte Berri On!

Sang Nian Fai Lok!

Hauskaa Joulua!

Próspero Ano Nuevo!

Gelukkig Nieuwjaar!

Sanah Jadidah!

Kurisumasu Omedeto!

Zul saryn bolon shine ony mend devshuulye!

ein glückliches Neues Jahr!

Godt Nyttar!

An Nou fericit!

Prosperu Annu Novu !

i już mi się znudziło…

mam go i nie oddam… wymarzony… upragniony… piękny… mój c. 400d :)

dziś świątecznie… marzenie… przenieść się w czasie…

do chin, żeby kupić czerwoną książeczkę mao… do dziś nie mogę odżałować że zamiast tego przywiozłam podróby omeg… zegarków takich…
do 7 klasy podstawówki, gdy kasia p. powiedziała że mam spodnie podróby bo są zaprasowane w kant… a to był oryginalny CK!
i tak samo cofnąć się o tydzień do sklepu gdzie stara brzydka baba na mnie naskoczyła… ale bym jej teraz powiedziała… stara krowa…

chciałabym sie cofnąć do tych momentów w moim zyciu gdzie mogłam dokonać wyboru… i wybrać drugą opcję… tak z ciekawości…

chciałabym znaleźć sie w 518 pewnego letniego dnia, jechać razem z magdą p., która mi mówi “że wszystko ci sie w życiu układa”… bo wtedy to była prawda, wspaniałe uczucie i satysfakcja… a teraz już nie jest… teraz to jest iluzja i marzenia…

do dnia kiedy dowiedziałam się że jadę do Danii na erasmusa… bo to był mój triumf nad wszystkim i wszystkimi… i wielka przygoda w nieznane…

do dnia kiedy poznałam moją przyjaciółkę… do naszych wspólnych wakacji… pringelsów… ptaszka pochowanego w pudełku po lodach truskawkowych zielonej budki… i tornada w jeziorze… i dnia z różowym boa… tylko:)

do pewnego sylwestra, kiedy chcąc zrobić jednej osobie na złość skrzywdziłam drugą… właściwie wszyscy byli nieszczęśliwi… ciągle mi głupio…

do innego sylwestra… ale nic bym nie zmieniała… tylko jeszcze raz to przeżyła…

chciałabym się cofnąć do tych wszystkich momentów kiedy miałam wszystko, byłam szczęśliwa, a tego nie doceniałam… bo mnie ściska jaka byłam głupia…

chciałabym cofnąć wszelkie kłótnie które stały się kiedykolwiek z mojej winy… znaczy prawie wszystkie…

żałuję że paru osobom nie dałam w mordę… a tym co dałam – żałuję, że dałam…

chciałabym jeszcze raz usłyszeć, jak ktoś mówi że lubi śnieg…

chciałabym sie cofnąć w czasie i odzyskać utracone przyjaźnie i uśmiechy… wciąż pamiętam twarze… imion już nie…

chciałabym ani sprzed lat przekazać to co mam w głowie i sercu teraz… bo teraz wiem, wtedy nie wiedziałam, a teraz jest za późno…

i mimo że mój ostatni rok to decyzje podejmowane nagle, ryzykownie, spontanicznie i zajebiste to chciałabym sie cofnąć do czasów gdy wszystko musiało być zaplanowane… jakie to było irytujące… sama bym się chętnie kopnęła w tyłek…

chciałabym cofnąć wszelkie histerie które były moim teatrem wielkiego ego… bo przyznam że wracanie nocą przez całą kopehagę przez 2 godziny było głupie… o głupszych rzeczach nie wspomnę…

i w tym całym cofaniu się chciałabym znaleźć choć jeden dzień… kiedy byłam miła dla wszystkich… w którym mówiłam tym których kochałam, że ich kocham… kiedy dawałam z siebie więcej niż brałam i oczekiwałam… kiedy nie byłam zgryźliwa, uparta i wiecznie skrzywiona… i boję się że takiego dnia nie znajdę…

i to jest noworoczne postanowienie… zacznę doceniać to co mam… mówić kocham… opanowywać siew gadaniu bzdur… być mniej wkurwiającą częściej uśmiechniętą… bardziej pracowitą… bardziej na luzie i spontaniczną… nie chcę planować życia… nie chcę planować nawet następnego dnia… chcę przeżyć każdy dzień bo każdy jest wyjątkowy… chcę żyć chwilą…

i ponad wszystko… mniej jeść:P

Wróciłam do Polski na święta… jest miło chociaż zimno… podróż do kraju była bardzo ciekawa w rozlatującym sie samolocie… przed przyjazdem męczyłam mój projekt (męczyliśmy, bo wspólnie z k.) i mam nadzieję że będzie fajny… znaczy jest fajny, bo pisany moja krwią… bo wbiłam sobie nóż w rączkę, po czym musiałam ciągle wycierać czerwoną klawiaturę…  jeszcze mnie i tak czeka dużo roboty…niestety prez święta…

ale ostatnie dni… to podjęcie przeze mnie jednych z ważniejszych decyzji w moim życiu jak dotąd… i pomijając te najbardziej prywatne i osobiste… i ciągle przerażające dla “dziewczynki”, to jedna jest jak najbardziej cool:) zostaję w danii… zarobię się w fabrykach i restauracjach żeby sie utrzymać ale warto… na szczęście mam wsparcie, w tym mojego mężczyzny… i znajomych w aarhus:)

jak na razie cieszę się choinką i jedzeniem (co za miła odmiana:) ) i ogólnie świętam, które urozmaiciła mi wizyta Yuko z Japonii:) co za szpan chodzić z japonka po złotych tarasach:P było przemiło:)

wszystkim wszystkiego na święta:)

nie byłam tu miliony tygodni… z braku czasu…

co sie działo…. najwspanialsza impreza urodzinowa w moim życiu….

szwajcaria…. francja… tata w aarhus… parę razy kopenhaga…

mijają mi najwaspanialsze chiwle mojego życia…

obecnie rozpycham się łokciami na facebooku:)

i jakoś niedługo wracam do polski na święta… i juz jakoś strasznie niedługo kończy się ta wspaniała przygoda… rozstanie z tymi wszystkimi ludzmi, z którymi tu żyję będzie jedną z tragiczniejszych chwil w moim życiu… nawet nie chce o tym myśleć…