You are currently browsing the daily archive for grudzień 27th, 2007.
dziś świątecznie… marzenie… przenieść się w czasie…
do chin, żeby kupić czerwoną książeczkę mao… do dziś nie mogę odżałować że zamiast tego przywiozłam podróby omeg… zegarków takich…
do 7 klasy podstawówki, gdy kasia p. powiedziała że mam spodnie podróby bo są zaprasowane w kant… a to był oryginalny CK!
i tak samo cofnąć się o tydzień do sklepu gdzie stara brzydka baba na mnie naskoczyła… ale bym jej teraz powiedziała… stara krowa…
chciałabym sie cofnąć do tych momentów w moim zyciu gdzie mogłam dokonać wyboru… i wybrać drugą opcję… tak z ciekawości…
chciałabym znaleźć sie w 518 pewnego letniego dnia, jechać razem z magdą p., która mi mówi “że wszystko ci sie w życiu układa”… bo wtedy to była prawda, wspaniałe uczucie i satysfakcja… a teraz już nie jest… teraz to jest iluzja i marzenia…
do dnia kiedy dowiedziałam się że jadę do Danii na erasmusa… bo to był mój triumf nad wszystkim i wszystkimi… i wielka przygoda w nieznane…
do dnia kiedy poznałam moją przyjaciółkę… do naszych wspólnych wakacji… pringelsów… ptaszka pochowanego w pudełku po lodach truskawkowych zielonej budki… i tornada w jeziorze… i dnia z różowym boa… tylko:)
do pewnego sylwestra, kiedy chcąc zrobić jednej osobie na złość skrzywdziłam drugą… właściwie wszyscy byli nieszczęśliwi… ciągle mi głupio…
do innego sylwestra… ale nic bym nie zmieniała… tylko jeszcze raz to przeżyła…
chciałabym się cofnąć do tych wszystkich momentów kiedy miałam wszystko, byłam szczęśliwa, a tego nie doceniałam… bo mnie ściska jaka byłam głupia…
chciałabym cofnąć wszelkie kłótnie które stały się kiedykolwiek z mojej winy… znaczy prawie wszystkie…
żałuję że paru osobom nie dałam w mordę… a tym co dałam – żałuję, że dałam…
chciałabym jeszcze raz usłyszeć, jak ktoś mówi że lubi śnieg…
chciałabym sie cofnąć w czasie i odzyskać utracone przyjaźnie i uśmiechy… wciąż pamiętam twarze… imion już nie…
chciałabym ani sprzed lat przekazać to co mam w głowie i sercu teraz… bo teraz wiem, wtedy nie wiedziałam, a teraz jest za późno…
i mimo że mój ostatni rok to decyzje podejmowane nagle, ryzykownie, spontanicznie i zajebiste to chciałabym sie cofnąć do czasów gdy wszystko musiało być zaplanowane… jakie to było irytujące… sama bym się chętnie kopnęła w tyłek…
chciałabym cofnąć wszelkie histerie które były moim teatrem wielkiego ego… bo przyznam że wracanie nocą przez całą kopehagę przez 2 godziny było głupie… o głupszych rzeczach nie wspomnę…
i w tym całym cofaniu się chciałabym znaleźć choć jeden dzień… kiedy byłam miła dla wszystkich… w którym mówiłam tym których kochałam, że ich kocham… kiedy dawałam z siebie więcej niż brałam i oczekiwałam… kiedy nie byłam zgryźliwa, uparta i wiecznie skrzywiona… i boję się że takiego dnia nie znajdę…
i to jest noworoczne postanowienie… zacznę doceniać to co mam… mówić kocham… opanowywać siew gadaniu bzdur… być mniej wkurwiającą częściej uśmiechniętą… bardziej pracowitą… bardziej na luzie i spontaniczną… nie chcę planować życia… nie chcę planować nawet następnego dnia… chcę przeżyć każdy dzień bo każdy jest wyjątkowy… chcę żyć chwilą…
i ponad wszystko… mniej jeść:P




Najnowsze komentarze