You are currently browsing the monthly archive for maj 2008.
Stało się… w końcu to ja jestem górą… wszystko dobre co robisz wraca do ciebie? tak.
a kiedy ja chcę i postanowię sobie, to to mam:) I don’t give a shit….

przez ostatnie dni desperacko czekam na coś miłego co mnie w końcu spotka….
na szczęście po woli czuję że coś się zaczyna zmieniać… poprawiać… i aż wstyd że tak zaniedbałam sprawę… w końcu odzyskałam kontakt z kimś bardzo ważnym… osobą którą podziwiam :)
czekam… na znak, objawienie, jakąś instrukcję obsługi życia…
podejmuję… złe decyzje, podobno to kształcące…
widzę… to czego nie ma/co bym chciała żeby było/co było, ale niestety nie to co będzie…a może i lepiej…
myślę… i to chyba za dużo… bo jak myślę o wszystkim, to nie myślę o niczym, a jak się skupiam na jednej rzeczy (?) to mam depresję
walczę… o przetrwanie w gettcie… 1:0 dla mnie, rower obroniony.
marzę.. o tym o czym myślę, i o tym żeby mniej myśleć…
udowadniam… sobie głównie… coś. co? jeszcze nie wiem…
podsumowując: autodestrukcja.
od muzyki ostatnio… pochłania mnie całkiem… czasu na nic innego nie mam… zakochana w kilku rzeczach na raz…
just jack… takie to proste i fajne że mi się podoba… szczególnie mourning morning i I talk too much…
SoKo… I’ll kill her… boskie… odszukałam z racji spotfestival, który już niedługo… z tego samego powodu – VETO…
saltillo… to wina siostry… z resztą tak samo jak just jack…
block party… nie powiem czyja wina…
moonbeams… wina gaffy
jack johnson… wina last.fm….
wszystkich wina, tylko nie moja wina, ze nie piszę prac:P
najpierw cichaczem podszedł… niby taki mały, niegroźny. ja się takich jemu podobnych nie boję, więc pomyślałam, że złapię “gada” i zdjęcie zrobię i będe co poniektórych straszyć… los jest jednak przewrotny.
kiedy już wszystko było naszykowane, podnoszę wieczko i … przeżyłam coś na co nie byłam przygotowana… ATAK! ale jaki… na szczęście pomiędzy “gadem” a mną był canon, ja dostałam tylko rykoszetem i spadłam z hukiem z krzesła a canon leciiiiiiiiiiiiiiiiaaaaaaaaaaaaaaaał… ale się zatrzymał na biurku. “gad” przejął kontrolę nad canonem, ja w szoku nie wiedziałam co robić i tylko patrzyłam posępnie jak gówniarz pomyka po moim obiektywie… i plecie te swoją pajęczynkę na osłonie słonecznej…
“gadowi” udało mi się zrobić tylko jedno zdjęcie… zaraz przed atakiem… potem ostatecznie “gada” wyrzuciłam przez okno… (ale nie dawał się i na tej pajęczynce ciągle dyndał skubany…)
nie wiedziałam że w Danii mają pająki… a już na pewno że takie “gady”…
ciągle w szoku…




Najnowsze komentarze